Montują tablicę na Pałacu Prezydenckim

Data dodania: 9 sierpnia 2010

Poszło ekspresowo: tuż po tym, jak pojawiła się informacja o zgodzie konserwatora zabytków na tablicę upamiętniającą ofiary smoleńskiej katastrofy, rozpoczął się jej montaż na ścianie Pałacu. O godz. 11 nastąpi jej oficjalne odsłonięcie.

Tablica jest montowana na fasadzie Pałacu, od strony Hotelu Bristol. Na kamiennej, szarej tablicy znajduje się między innymi symbol krzyża (wielkości ludzkiej dłoni) i liczący wiele linii napis.

Fragment, jaki udało się dostrzec dziennikarzom brzmi: 

"W tym miejscu w dniach żałoby po katastrofie smoleńskiej , w której zginęło 96 osób, wśród nich prezydent Lech Kaczyński z żoną i były prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski obok krzyża postawionego przez harcerzy gromadzili się licznie Polacy zjednoczeni bólem i troską o losy państwa".

Na razie jest ona zasłonięta niebieską płachtą, za którą trwa praca robotników montujących tablicę.

Biuro konserwatora nie decydowało o treści tablicy. Badało tylko czy forma, materiał i miejsce umieszczenia będą pasować do zabytkowego charakteru pałacu. Tablicę odsłonią wiceprezydent Warszawy Jacek Wojciechowicz i szef Kancelarii Prezydenta Jacek Michałowski.

Jeszcze dziś rano w TVN24 Tomasz Tomczykiewicz, szef klubu PO twierdził, że tablica pamiątkowa powstanie w ciągu "2-3 tygodni".

Nie wiadomo, czy takie upamiętnienie ofiar smoleńskiej katastrofy zakończy konflikt o krzyż spod prezydenckiego pałacu. Przeciwnicy jego przeniesienia mówili raczej o zastąpieniu go pomnikiem, najlepiej na miejscu stojącego tam obecnie monumentu Józefa Poniatowskiego. - To nie może być tabliczka czekolady, że nam dadzą i po zabawie. Nie jesteśmy dziećmi! - mówili w środę.

Także część rodzin ofiar, w tym Beata Gosiewska, opowiadają się za monumentem. Według wdowy po zmarłym w katastrofie szefie klubu PiS tablica jest "zbyt słabym upamiętnieniem" tragedii pod Smoleńskiem. Kancelaria prezydenta pomysł pomnika odrzuca.

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.tvn24.pl

Kaczyński o "katyńskiej grze" Tuska i Putina

Data dodania: 12 sierpnia 2010

M.in. o tym, jak "wielka kampania przeciwko prezydentowi (Lechowi Kaczyńskiemu)" zwieńczona "wymierzoną w prezydenta własnego państwa katyńską grą Donalda Tuska z Władimirem Putinem" wpłynęła na bezpieczeństwo głowy państwa, pisze w środę w partyjnym portalu prezes PiS Jarosław Kaczyński. - Sprawę katastrofy będę prowadził w ramach ruchu społecznego, a nie w ramach partii - zapowiada.

- Nikt nie może mi zarzucić, że kiedykolwiek powiedziałem, iż nie będę tego czynić, choć rzeczywiście nie eksponowałem tego podczas kampanii wyborczej. Ale przecież nie raz i nie dwa mówiłem o tym, że wojna polsko-polska doprowadziła do tragedii, że chłopcy bawili się zapałkami - dodał Jarosław Kaczyński.


Podkreślił, że zawsze opowiadał się za bardziej zdecydowaną postawą rządu wobec śledztwa w sprawie katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem i za tym, by - jak napisał - było ono "prowadzone do końca, zarówno w aspekcie odpowiedzialności moralnej oraz politycznej, jak i na poziomie wyjaśnienia rzeczywistych przyczyn katastrofy".

- Na podstawie wiedzy, którą dzisiaj mamy, jedno wydaje się nie ulegać wątpliwości: załoga tego samolotu została wprowadzona w błąd - zaznaczył Kaczyński.

Zdaniem prezesa PiS tocząca się od 2005 roku "wielka kampania przeciwko prezydentowi, wzmocniona po wyborach 2007 roku nieustannym łamaniem przez rząd konstytucji i ustaw zwykłych (...) i zwieńczona wymierzoną w prezydenta własnego państwa katyńską grą Donalda Tuska z Władimirem Putinem, w oczywisty sposób obniżała bezpieczeństwo prezydenta i zwiększała prawdopodobieństwo katastrofy".

- A zatem istnieją przesłanki, by mówić o odpowiedzialności moralnej i politycznej części polityków partii rządzącej, którzy w normalnie funkcjonującej demokracji musieliby zrezygnować z uprawiania polityki - uważa Kaczyński.

Prezes PiS wyjaśnia też stanowisko swojej partii w sprawie krzyża znajdującego się przed Pałacem Prezydenckim.

- Nie myśmy stawiali krzyż, nie myśmy stworzyli tę grupę, która wokół krzyża stoi i jeśli znajdują się w niej członkowie PiS, to są oni nieliczni i występują tam jako osoby prywatne. W żadnym więc razie nie można akcji obrony krzyża uznać za nasze dzieło. Przypisywanie tego Prawu i Sprawiedliwości jest po prostu nadużyciem, chociaż oczywiście uważamy, że krzyż w tym miejscu jest jak najbardziej właściwy - zaznacza.

W swoim tekście Kaczyński nazywa Komorowskiego "rzeczywistym twórcą prezapateryzmu w Polsce". Jego zdaniem wypowiedź Komorowskiego w sprawie przeniesienia krzyża "dała asumpt do różnego rodzaju ataków, do różnego rodzaju działań, które pokazują kompromitującą twarz Warszawy i nikt, kto tę twarz widzi, nie powinien zapominać, że Platforma Obywatelska totalnie wygrywa wybory w więzieniach".

- Krótko rzecz ujmując: zapateryzm rzeczywiście w Polsce się pojawia, ale jego zwolenników, wrogów krzyża, ośmieliła wypowiedź urzędującego prezydenta Rzeczypospolitej. To on przecież dał sygnał, że można usuwać krzyże z przestrzeni publicznej - dodał.

To dalszy ciąg polemiki Jarosława Kaczyńskiego z redaktorem naczelnym "Rzeczpospolitej" Pawłem Lisickim. W ubiegłym tygodniu na portalu PiS ukazał się wywiad z Kaczyńskim, w związku z tekstem redaktora naczelnego "Rz" z 5 sierpnia.

Lisicki napisał m.in.: "Zastanawiam się jednak, czy najważniejszym rezultatem walki o krzyż nie będzie otworzenie w Polsce drogi dla zapateryzmu. Czy obrazki z Krakowskiego Przedmieścia nie przyczynią się do wzrostu siły radykalnej, antychrześcijańskiej lewicy, której głównym postulatem stanie się walka z Kościołem i publiczną obecnością religii. I czy, paradoksalnie, winowajcami nie będą w pierwszej mierze Jarosław Kaczyński, który udzielił wsparcia protestującym, a z drugiej Bronisław Komorowski, który odpowiada za nieprzemyślaną i nieskuteczną organizację przenosin".

W poniedziałek w odpowiedzi na pierwszą polemikę Kaczyńskiego, Lisicki napisał m.in.: "Zastanawiałem się, co aż tak rozsierdziło Jarosława Kaczyńskiego. Po lekturze wywiadu nie mam już wątpliwości, że prawda".

Naczelny zaznaczył, że prezes PiS "występuje w roli jedynego sprawiedliwego, sędziego cudzych sumień i intencji, niezłomnego obrońcy prawdy o Smoleńsku", ale pytał, dlaczego nie czynił tego podczas kampanii wyborczej. "Czy to nie oportunizm? A może gorsza od niego obłuda? Lekarzu, nim zabierzesz się za innych, ulecz samego siebie" - napisał.

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.tvn24.pl

Jak pomóc powodzianom

 Data dodania: 12 sierpnia 2010

Caritas Polska przekazał w poniedziałek 100 tys. złotych na zakup żywności i artykułów podstawowej pomocy dla zalanych przez powódź mieszkańców Bogatyni i powiatu zgorzeleckiego. Środki zostaną przeznaczone na zakup żywności, środków higienicznych, środków czystości oraz kocy i pościeli, które trafią do poszkodowanych przez powódź za pośrednictwem Caritas Diecezji Legnickiej.

W niedzielę Caritas Diecezji Legnickiej wysłała pierwszy transport z pomocą doraźną do Bogatyni. W geście solidarności z poszkodowanymi Caritas diecezjalne organizują transporty z pomocą. Jeszcze dziś TIR z wodą pitną z Caritas Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej dotrze do powodzian w Bogatyni i Zgorzelcu.

Caritas uruchomiło specjalne konto. Wpłaty można dokonywać na konto:
CARITAS POLSKA 
ul. Skwer Kard. Wyszyńskiego 9, 
01-015 Warszawa 
Bank PKO BP S.A. 70 1020 1013 0000 0102 0002 6526 lub 
Bank Millennium S.A. 77 1160 2202 0000 0000 3436 4384 
z dopiskiem: "Powódź południe".

Żywność i środki higieniczne należy dostarczać do biura Caritas w Legnicy, ulica Okrzei 22. Pomóc można też wysyłając specjalnego sms-a o treści "POMAGAM" na numer 72052 koszt 2,44 zł z VAT.


Już w niedzielę do Bogatyni dotarła pomoc zorganizowana przez Polską Akcję Humanitarną. Zgodnie z zapotrzebowaniem zgłoszonym przez burmistrza miasta mieszkańcy Bogatyni otrzymali koce, śpiwory, wodę butelkowaną, chleb oraz czekoladę. Te podstawowe środki i produkty umożliwią ewakuowanym osobom funkcjonowanie w pierwszych dniach po wylaniu rzeki.

PAH apeluje o wspieranie akcji pomocowej dla zniszczonych terenów poprzez wpłatę dowolnej kwoty na konto
BPH 22 1060 0076 0000 3310 0015 9112. 

Każdy z mieszkańców Dolnego Śląska, kto chce wspomóc mieszkańców Bogatyni i okolic może przekazać dary w naturze do Centrum Sportowo Rekreacyjnego w Bogatyni. Organizatorzy zbiórki apelują, że wszędzie potrzebny jest chleb i woda. Potrzeba także wolontariuszy do pomocy przy pakowaniu darów.

Specjalne konto otworzył także Urząd Miasta w Bogatyni. Oto dane do przelewów: 
Urząd Miasta i Gminy w Bogatyni 
ul. Daszyńskiego 1
59-920 Bogatynia
37 8392 0004 3900 2059 2000 0140 
Z dopiskiem: POMOC DLA BOGATYNI

Pieniądze można też wpłacać na konto Urzędu Miejskiego w Leśnej:
Urząd Miejski w Leśnej
ul. Rynek 19
59-820 Leśna
Łużycki Bank Spółdzielczy w Lubaniu oddział w Leśnej: 
27 8392 0004 4200 1368 2000 0260
Z dopiskiem: POMOC DLA POWODZIAN W LEŚNEJ

Telefony - zgłoszenia o pomocy dla powodzian 
+48 75 77 30 122 
+48 75 77 30 021 
+48 75 77 33 133

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.tvn24.pl

Inwazja jednodniowych owadów

 Data dodania: 12 sierpnia 2010

Bawarskie miasteczko Schwandorf na jedną noc sparaliżowała plaga insektów. Żyjących zaledwie jeden dzień jętek były tysiące - w świetle lamp i reflektorów wyglądały jak silne opady śniegu.

Niewielkie owady zablokowały ruch na moście na rzece Naab.

Do walki z rojem ruszyli miejscowi strażacy. Przez kilka godzin za pomocą szufli, wody i dmuchaw do liści usuwali z mostu martwe insekty.

W Bawarii nalot jętek to już "tradycja". Dawniej można było je spotkać w całej Europie. Dziś jest to gatunek zagrożony wyginięciem.

Rojące się insekty co roku tworzą niesamowite widowisko. Jętki nie są groźne.

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.tvn24.pl

Rosjanie chcą walczyć z polską powodzią

D
ata dodania: 9 sierpnia 2010

Rosja gotowa jest pomóc Polsce w walce z powodzią - zadeklarował w poniedziałek dyrektor departamentu zagranicznego rosyjskiego Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Jurij Brażnikow. Równocześnie polscy strażacy pomagają Rosjanom gasić wielkie pożary lasów, szalejące w europejskiej części Rosji.

Brażnikow zauważył, że klęski żywiołowe, które dotknęły Rosję i Polskę, są diametralnie odmienne. Dlatego, według słów dyrektora, strona rosyjska może pomóc polskim kolegom w walce z wodą, kiedy ci pomagają Rosjanom walczyć z ogniem.

W sobotę do Rosji wyruszył specjalny batalion gaśniczy Państwowej Straży Pożarnej. Decyzję o wysłaniu 155 strażaków podjął minister spraw wewnętrznych Jerzy Miller.

Według planów akcja ma potrwać dwa tygodnie, strażacy wrócą do kraju 21 sierpnia.

W związku z tragicznymi pożarami w Rosji, w których zginęło kilkadziesiąt osób, a setki zostało rannych, premier Donald Tusk złożył w środę kondolencje premierowi Rosji Władimirowi Putinowi i zaoferował pomoc. Szalejące od kilkunastu dni lasów pożary objęły 21 z 83 regionów Federacji Rosyjskiej. Spłonęło blisko dwa tysiące domów.

Natomiast południe Polski ponownie w tym roku nawiedziły silne deszcze. Od weekendu wiele miejscowości pozostaje zalanych, a woda wyrządziła poważne szkody. Najbardziej ucierpiało dolnośląskie miasto Bogatynia, które według relacji mieszkańców wygląda jako "po wybuchu wojny".

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.tvn24.pl

Kowalski rozstaje się z NIP-em

D
ata dodania: 9 sierpnia 2010

Od 1 stycznia 2011 roku osoby fizyczne, które nie prowadzą działalności gospodarczej, w kontaktach z administracją podatkową będą posługiwały się tylko jednym numerem identyfikacyjnym, PESEL-em - poinformował wiceminister finansów Andrzej Parafianowicz.

O wyeliminowaniu NIP-u w kontaktach osób fizycznych ze skarbówką mówiło się już od dawna. Jak podkreślał wiceminister, zniesienie obowiązku posługiwania się NIP-em będzie znacznym uproszczeniem dla obywateli, ponieważ nie będą musieli pamiętać dwóch numerów, tylko jeden - PESEL, który towarzyszy im od urodzenia. Od Nowego Roku tylko przedsiębiorcy będą się nadal posługiwać NIP w kontaktach z urzędem skarbowym.

- Administracja skarbowa jest już przygotowana do posługiwania się tylko jednym numerem identyfikacyjnym - zapewnił Parafianowicz. 

 

Dodał, że od 1 stycznia 2011 roku nowe NIP-y nie będą wydawane.
 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.tvn24.pl

Pożar zbliża się do nuklearnych odpadów

Data dodania: 9 sierpnia 2010

Władze rosyjskie wprowadziły w poniedziałek stan wyjątkowy wokół zakładów utylizacji odpadów nuklearnych Majak na Uralu z powodu pożarów w okolicy. Natomiast w Moskwie dym z pożarów spowodował dwukrotny wzrost umieralności. Dziennie umiera teraz 700 osób.

Zakłady Majak znajdują się w obwodzie czelabińskim, 2 tys. km na wschód od Moskwy. Zjednoczenie produkcyjne Majak jest jednym z największych w Rosji ośrodków przerabiających odpady atomowe.

Sama stolica już trzeci tydzień jest skryta w duszącej chmurze dymów powstałej podczas pożarów lasów otaczających miasto.


Andrzej Seltsowski, szef moskiewskiego departamentu zdrowia stwierdził, że dziennie służby medyczne otrzymują o około 25 procent więcej wezwań. Większość akcji jest związanych z zawałami serca, astmą i udarem cieplnym.
 

Moskiewskie szpitale i kostnice są przepełnione. Zakłady pogrzebowe i krematoria nie nadążają z przyjmowaniem nowych zleceń.
 

Według oficjalnych statystyk 52 osoby zginęły bezpośrednio w wyniku pożarów. Ile osób zmarło w stolicy w wyniku powikłań spowodowanych temperaturą i smogiem, nie wiadomo.


Nękające Rosję od początku lipca upały, które spowodowały gigantyczne pożary w okolicach Moskwy, są najgorsze "od tysiąca lat", oświadczył w poniedziałek szef rosyjskiego urzędu meteorologicznego Rosgidromiet Aleksandr Frołow.

- Mamy archiwum niebezpiecznych sytuacji pogodowych z tysiąca lat. Można powiedzieć, że w tym okresie na terytorium naszego kraju nie powstała podobna sytuacja, jeśli chodzi o upały - oznajmił Frołow na konferencji prasowej.

Podkreślił, że od czerwca temperatura na znacznej części terytorium Rosji przekraczała normę klimatyczną o 7-11 stopni. W Moskwie rekord upałów został w tym czasie pobity 16 razy.

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.tvn24.pl

SLD szykuje wiec przeciwko krzyżowi pod Pałacem

D
ata dodania: 5 sierpnia 2010

Na 10 sierpnia Sojusz zwołuje wiec "w obronie konstytucji" i za świeckością państwa. Zamierza apelować o przeniesienie krzyża spod Pałacu Prezydenckiego - podaje gazeta.pl. Tymczasem spod kościoła św. Anny wyrusza pielgrzymka harcerzy, która miała zabrać krzyż ze sobą.

- Dziś ogłosimy apel w obronie konstytucji i za świeckością państwa. A 10 sierpnia zorganizujemy w Warszawie wiec, na którym będziemy zbierali podpisy pod tym apelem - mówi "Gazecie Wyborczej" Tomasz Kalita.

10 sierpnia miną cztery miesiące od katastrofy pod Smoleńskiem. Nie będzie wzywania do usunięcia krzyży ze szkół i z innych instytucji publicznych, w tym Sejmu. Ale na pewno będzie wezwanie do usunięcia krzyża sprzed Pałacu - dodaje rzecznik Sojuszu.
 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.onet.pl

Włamał się do pustego domu, zginął wychodząc

D
ata dodania: 5 sierpnia 2010

Złodziej włamał się do opuszczonego domu w Brazylii, w którym nie było nic do wyniesienia, a kiedy wychodził, przytrzasnęła go żelazna rama okienna. Pechowca znaleziono martwego po czterech dniach - pisze agencja Associated Press.

Według inspektor policji Fernandy Rangel ciężka rama spadła wprost na szyję włamywacza, który zmarł w wyniku uduszenia.

Ciało odkrył wczoraj właściciel budynku, który przywiózł trochę swoich rzeczy, żeby je tam przechować.

Na razie nie udało się ustalić tożsamości włamywacza. Wiadomo jedynie, że miał około 30 lat.
 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.onet.pl

Przybywa osób uzależnionych od solarium


D
ata dodania: 5 sierpnia 2010

Lawinowo przybywa osób uzależnionych od opalania pod sztucznymi lampami - alarmuje "Życie Warszawy".

Paradoksalnie, pomimo tego, że jesteśmy w środku lata, a słońca ostatnio nie brakowało, wiele pań chce jak najszybciej imponować ładną opalenizną. Drugi powód, to wyjazd na urlop. Niektóre osoby sądzą, że wstyd pokazać się bladym na plaży.

Stąd nadużywanie nie tylko czasu spędzonego w solarium, ale także maści samoopalających czy zażywanie nielegalnych tabletek, wspomagających opalanie.

Opuchlizna, bąble na skórze i towarzyszący temu ból - takie często są skutki tych poczynań, mających rzekomo poprawić urodę i samopoczucie.

Dermatolodzy biją na alarm. Oprócz, niemal natychmiastowych objawów, mogą także pojawić się te, groźniejsze. I to dopiero po kilku latach. Są to niebezpieczne choroby skóry, takie jak np. czerniak.

W samej tylko Warszawie rocznie umiera 150 osób na tę chorobę, której jedną z przyczyn jest zbyt częste opalanie - ostrzega "Życie Warszawy".

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.onet.pl

Przepychanki pod Pałacem Prezydenckim


Data dodania: 3 sierpnia 2010

Przed Pałacem Prezydenckim doszło do przepychanek. Jedna ze zwolenniczek pozostawienia krzyża przed Pałacem zaczęli skandowować: "Mordercy!". Większość osób zgromadzonych w okolicy budynku zachowuje się spokojnie. Przed Pałacem pojawiły się wcześniej kolejne krzyże.

Okrzyki padły ze strony osób oczekujących przy krzyżu przez całą noc, przy których nad ranem pojawili się funkcjonariusze straży miejskiej.

- Teren został sprawdzony. Nie chcemy żadnych siłowych rozwiązań, mimo biernego oporu tych ludzi. Byłoby to być może bardzo medialne, natomiast daleko nielicujące z wizerunkiem funkcjonariuszy straży miejskiej - powiedział wcześniej zastępca komendanta stołecznej straży miejskiej ds. prewencji Bartłomie Zieliński.

Dodał, że o 12, na godzinę przed planowanym przeniesieniem krzyża, zapadną jakieś decyzje dotyczące pikietujących. Jak powiedział - "brana jest również pod uwagę wersja usunięcia tych osób".

- Jeżeli organizatorowi uroczystości, czyli Kancelarii Prezydenta, a także stronie kościelnej będą ci ludzie przeszkadzać, to w tym momencie na szczeblu miejskim zapadną decyzje dalszego postępowania - powiedział Zieliński.

"Cyrk!", "Hucpa!", "Zamach na wolność!" - m.in. takie słowa można usłyszeć na chodniku przy Krakowskim Przedmieściu. Mieszają się one z dźwiękami utworów Chopina dobiegającymi z pobliskiej Kordegardy oraz z dźwiękami hymnu państwowego, który pikietujący odtwarzają z głośników. Wśród osób zgromadzonych wokół przyniesionych na Krakowskie Przedmieście dodatkowych krzyży, powtarzają się oskarżenia, że katastrofa smoleńska to "zamach", "morderstwo". "Polsko obudź się!", "Katyń trwa", "Czy Bóg tak chciał?", "Czy zdrajcy i NKWD są tak silni?" - głoszą transparenty.

Pikietujący podkreślają, że zgromadzili się tu jako Polacy, którzy bronią swoich praw, a krzyż przed pałacem powinien pozostać do czasu wybudowania tu pomnika "ku czci śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i wszystkich ofiar smoleńskiej tragedii". Przed nowymi krzyżami sporo jest już zniczy i kwiatów. Pikietujący robią zdjęcia i filmują wszystko, co dzieje się wokół.

Grupkę osób w bezpośrednim otoczeniu harcerskiego krzyża otacza kordon straży miejskiej, który co chwilę apeluje o przesunięcie się. Stojący z transparentami odmawiają jednak zrobienia choćby kroku dalej. Część siedzi na chodniku. Śpiewają pieśni.

Po przeciwnej stronie ulicy za ustawionymi o 3 nad ranem barierkami gęstnieje tłum osób przeciwnych przeniesieniu krzyża. Za barierkami stoi już co najmniej pięć krzyży różnej wielkości. Niektórzy trzymają je w ręku. Zebrani chwilami robią się agresywni, ataki kierowane są głównie pod adresem dziennikarzy z komercyjnych stacji, a podczas wywiadu na żywo, którego udzielały TVN Warszawa dwie harcerki z ZHR i ZHP, rozlegały się okrzyki "Hańba!". Harcerki tłumaczą dziennikarzom m.in., że przyszły tu by wyjaśniać powody porozumienia, jakie zawarły: organizacje harcerskie, strona kościelna i Pałac Prezydencki. Jak tłumaczą, "dzięki niemu krzyż sprzed pałacu zostanie przeniesiony w bardziej godne miejsce, czyli do kościoła św. Anny".

Drewniany symbol stanął przed Pałacem 15 kwietnia - ustawili go harcerze z różnych związków ruchu skautowego. Decyzja o jego przeniesieniu to efekt uzgodnień między przedstawicielami Kancelarii Prezydenta, kurii metropolitalnej warszawskiej, Związku Harcerstwa Polskiego, Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej oraz duszpasterstwa akademickiego św. Anny.

Przez ostatnie tygodnie chodnik przed Pałacem Prezydenckim był miejscem spotkań zwolenników i przeciwników pozostawienia krzyża w tym miejscu. Grupa zwolenników obecności krzyża przed Pałacem, skupiona w Ruchu Obrony Krzyża i Godności Polski, zapowiedziała "bierny opór przeciwko przeniesieniu symbolu".

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.onet.pl

Zwolnienia grupowe w Kancelarii Prezydenta

 
Data dodania: 3 sierpnia 2010

Szef Kancelarii Prezydenta Jacek Michałowski zapowiada spore zwolnienia w urzędzie. Zatrudnienie ma wrócić do poziomu z czasów prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Aby osiągnąć ten pułap, zwolnić trzeba będzie 80 osób.

Michałowski mówi "Rzeczpospolitej", że w kancelarii pracować ma około 250 osób. Tylu urzędników ma wystarczyć, żeby wypełniać wszystkie zadania prezydenta. Szef Kancelarii zdradza, że z pracy będzie musiało odejść około 80 osób.

 

Kto pożegna się z Pałacem Prezydenckim? Przede wszystkim osoby, które są politykami. Jak wyjaśnia, nie podoba mu się, że w kancelarii pracują osoby, które jednocześnie są radnymi. Dla nich Michałowski nie widzi miejsca w kancelarii.

Oprócz polityków, z pracy będą musieli odejść mniej wydajni urzędnicy. Michałowski deklaruje, że pozostaną najlepsi.

Szef kancelarii zapewnia jednak, że nie pozostawi ich samych. Kancelaria ma pomóc znaleźć im inne miejsce pracy.
 

Program zwolnień nie podoba się szefowi kancelarii z czasów prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jego zdaniem wielkość zatrudnienia zależy od tego, jaką rolę chce odgrywać prezydent. Mniejsza liczba urzędników może ograniczać aktywność Bronisława Komorowskiego.

Przeciwnego zdania jest posłanka PO Iwona Śledzińska-Katarasińska, która wielokrotnie krytykowała przerost zatrudnienia w poprzedniej kadencji. Jej zdaniem, niepotrzebne było tworzenie za czasów prezydenta Lecha Kaczyńskiego urzędu, w którym niemal każdy rządowy minister miał swojego odpowiednika w Pałacu.


 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.tvn24.pl

Domek gen. Kiszczaka spłonął w rocznicę przejęcia rządu


Data dodania: 3 sierpnia 2010

Spłonął domek letniskowy gen. Czesława Kiszczaka oraz garaż, samochód i rosnące wokół drzewa. - Z domu nie udało się nam niczego uratować. Zostaliśmy tylko w tym, co mieliśmy na sobie - mówi generał "Gazecie Olsztyńskiej".

Domek letniskowy gen. Kiszczaka znajduje się w miejscowości Wikno nad jeziorem Omulew na Mazurach.

Pożar wybuchł około godziny 13:00. Kiszczak wraz z wnuczką był w tym czasie w domku.

- Zauważyłem dym od strony garażu. Wyszedłem i zobaczyłem, że wydobywa się on spod maski samochodu, który był podłączony do prostownika — opowiada gazecie generał.

- Oni siedzieli w pomieszczeniu na dole i poczuli dym. Jak wyszli z pomieszczenia i otworzyli drzwi, to taki był ciąg powietrza, że zaczęło się palić tak na dobrze. Więc nic nie zabierali, tylko wyszli tak, jak stali - dodaje Mirosław Grudzień, sąsiad Kiszczaka.

Generał zadzwonił po straż pożarną, która przyjechała po 20 minutach, ale drewnianego domu nie udało się uratować. Nikt nie odniósł obrażeń. Na razie nie wiadomo, co było przyczyną pożaru.

Według nidzickiej straży pożarnej zgłoszenie nadeszło około godziny 13.30 w poniedziałek. Zapalił się najpierw garaż. Zanim nadjechała straż, płonął już prawie cały domek.

- Akcja trwała ponad trzy godziny. Gasiło pożar pięć zastępów, około 20 ratowników. Przyjeżdżając na miejsce, strażacy zastali praktycznie cały budynek w ogniu - mówi Zbigniew Jarosz ze straży pożarnej w Olsztynie.

Spłonął cały budynek, a także samochód i rosnące w pobliżu drzewa. - Nic nam nie zostało. Spłonęły lekarstwa, ubrania, pieniądze, klucze od warszawskiego mieszkania — mówi Kiszczak. - Z domku zostały tylko fundamenty i szkielet - dodaje nasz internauta.

Pożar zbiegł się w czasie z ważną rocznicą. 2 sierpnia 1989 roku generał został desygnowany na premiera Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Urząd sprawował przez 15 dni - do 17 sierpnia 1989 r.

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.tvn24.pl

Zwymiotował na 11-latkę


Data dodania: 3 sierpnia 2010

Matthew Clemmens, 21-latek mieszkający w stanie New Jersey, został skazany na trzy miesiące więzienia i roboty publiczne. Czyn za który pójdzie do więzienia jest nietypowy. Mężczyzna celowo zwymiotował i uderzył innego kibica, obok którego oglądał mecz baseballu.

21-latek wraz z kolegą siedzieli w rzędzie nad Michaelem Vangelo i jego dwiema córkami, w wieku 11 i 15 lat. Od pojawienia się na stadionie, Clemmens i jego towarzysz zachowywali się wulgarnie i wykazywali oznaki upojenia alkoholowego. Starsza córka prosiła mężczyzn o uspokojenie się i nie używanie wulgaryzmów przy jej młodszej siostrze. Nie pomogło.

W pewnym momencie towarzysz Clemmensa napluł na 11-latkę, za co został natychmiast wyprowadzony przez ochronę. Poźniej miało być jeszcze gorzej.

Wyprowadzenie kolegi rozjuszyło 21-latka. W zemście zmusił się do zwymiotowania na Vangelo i jego młodszą córkę, oraz uderzył ojca w głowę.

Potem został szybko obezwładniony przez innych widzów i ochronę, a po chwili aresztowany.

Sędzia sądu rodzinnego Kevin Dougherty, nie dał wiary zapewnieniom oskarżonego i jego rodziny, iż był to wyjątkowy przypadek w zazwyczaj bardzo kulturalnym życiu młodzieńca.

Dougherty stwierdził, że oskarżony udaje spokojnego człowieka w domu, a poza nim jest kimś zupełnie innym.

Cała kara to trzy miesiące więzienia, 50 godzin prac społecznych (sprzątanie toalet publicznych) oraz przekazanie 315 dolarów zaatakowanej rodzinie.

Kara finansowa jest równowartością biletów dla całej rodziny Vangelo na mecz baseballu. Ojciec twierdzi, że jego 11-letnia córka przeżyła traumę podczas kwietniowego meczu i nie chce więcej iść na stadion.

 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.tvn24.pl

W prezencie ślubnym wygrali na loterii


Data dodania: 3 sierpnia 2010

Fortuna uśmiechnęła się do narzeczonych z USA. Para 30-latków nową drogę zacznie od kupna domu za pieniądze z wygranej wygranej dzięki przedślubnemu prezentowi - zdrapce.

Prezent dla Tracie Rogers, 30-letniej szczęśliwej narzeczonej, okazał się niezwykle trafiony. Przyszły mąż postanowił ją uszczęśliwić w oryginalny sposób.

Nie było drogiej biżuterii, ale los-zdrapka. Los okazał się szczęśliwy dla obydwojga. Marząca o roli panny młodej mieszkanka St.Louis "wydrapała" 250 tys. dolarów.

Na nowej drodze życia para będzie miała łatwiej. Tracie i Robert za wygraną planują kupić dom.
 

Opracowanie: Kinga Perużyńska
Źródło:  www.tvn24.pl